Chaderka w gorszej rzeczywistości

Rzeczywistość, w której jestem, jest tak bardzo NIE MOJA, nie potrafię polubić tego wydziału ani znaleźć w sobie motywacji do takich studiów. Trzeba było składać kolejny raz na iberystykę i nie przejmować się tym co pomyślą, że jestem tam po raz czwarty. Wydział pedagogiki to nie mój świat, nie ma tam ciepła, dobrych uczuć jak na iberystyce, kompletnie żadnego wrażenia nie ma. Trzeba było iść za marzeniami a nie znajdować sobie nieudany substytut, tak nisko upaść. Skończy się pewnie jak zawsze w szpitalu. Ale na następny rok wracam na iberystykę.

Odstawiłam antydepresant bo za bardzo mnie zobojętniał i uspokajał a nie maił działania aktywizującego. Za tydzień mam komisję na wydanie stopnia niepełnosprawności, akurat wyglądam jak obraz rozpaczy, no cóż. Nie nadaję się do tego świata, żadne studia do niczego mnie nie przybliżają, wciąż to samo, wciąż porażki. Nie wiem nawet jak się robi prezentacje więc marne szanse aby te studia ukończyć, nie będzie to wielka strata. Moje miejsce to nie studia, nie praca ale chodzenie do domu samopomocy albo pobyty w szpitalach. Wszystko jest przygnębiające niestety. Rzeczywistość jest smutna, bez nadziei na poprawę czegokolwiek, samotna tak jak ja, tak bardzo nadwrażliwa i taka nie moja…

Chaderka w świecie pustki

Przestałam myśleć i czuć, niczym nie potrafię się zachwycać, nic mnie nie kręci, nie odczuwam niczego poza bezuczuciowością. Studia ani wydział nie robią żadnego wrażenia, spaść z iberystyki tak nisko to osobista katastrofa. Przez iberystykę zachorowałam ale to było moje, chciałam to robić, były jakieś emocje a w tym nie czuję sensu. Czuję jakbym niem istniała, wszystko jest takie bezuczuciowe a wszystko przez te leki za 42 zł, nie chcę żyć w takiej pustce i bez emocji, to nie jest mój świat. Chcę czuć, myśleć a a teraz nawet nie mogę płakać, jestem zblokowana. Czuję pustkę, nic mnie nie cieszy, żyję z dnia na dzień. Nie czuję sensu istnienia.

Miało być jakoś inaczej a jest jak zwykle, zawsze coś nie tak. Mam dosyć takiego wegetowania. Chaderka cała jest jedną wielką pustką…

Chaderka i idioci wokół

Otaczają mnie sami idioci, ćpuni, pijacy, małolaci, słabeusze bojący się zobowiązań. Nic to że muszę oglądać kogoś kto dziwaczeje po paleniu trawki a mi jest smutno. Może powinnam odrzucić całe to towarzystwo ale wtedy zostałabym sama. Mam dość smarkaczy i ich rozumowania, dość ich nałogów, trzy lata temu uwolniłam się od psychopaty nie po to żeby znów wchodzić w błoto. W domu kłótnie, lek nie działa i tyle na niego wydałam. Chcę już studia, chcę być szczęśliwa, chcę znaleźć swoje miejsce na ziemi a z takim towarzystwem tylko się od niego oddalam. Żeby mieć przyjaciół wychodzi na to że trzeba mieć kasę, żeby gdzieś pojechać, nic nie jest bezinteresowne. Szkoda słów, nie chcę poznawać nikogo więcej z tego grona, w tym otoczeniu grożą mi wybuchy gniewu i pogorszenie stanu. Nie chcę tak, chcę znaleźć zdrowe otoczenie bez nałogu. Może całkowite zamknięcie się na innych nie jest takim złym pomysłem , Ja, książki, fado, blog i pamiętnik jako jedyni przyjaciele.

Za słaba jestem na pouczanie małolatów, mają kolegów, piękne dziewczyny a szukają czegoś więcej, czegoś ulotnego. Już mnie nie kuszą te iluzoryczne stany, chaderka jest silna na tyle że potrafi się zdystansować od chorego towarzystwa….

U chaderki jakos leci

Mam nowy lek za 70 zł,  szału nie ma ale jest dobrze, na lekach nie oszczędzam, dostałam się na prace socjalną i mam nadzieję, że te studia okażą się bardziej moje. Z nastrojem nie jest  źle, mam większą obojętność, mniej huśtawek nastrojów ale umiem odczuwać radość. Choć tęsknię za fazami ale nic dobrego z tego nie wynikało. Wolę być sobą, nieco nieśmiałą, to wcale nie jest wada, nieśmiali choć mało mówią, są subtelniejsi, mądrzej mówią i mają bardziej dogłębne spojrzenie na świat.  Choć otworzenie nieśmiałych jest trudne ale cel  został osiągnięty i chcę to dalej rozwijać.

Dobrze, że jest jak jest, ile można się dołować i widzieć wady, kasa raz jest, raz nie ma, sukcesów z odchudzaniem nie mam  ale nie będę się na tym skupiać. Choć nie mam na razie jakiegoś większego celu poza siedzeniem w domu to staram się jakoś żyć. W końcu przecież o stabilizację chodziło a nie o jakąś sztuczna euforię i nierozważne decyzje. Będąc sobą przyciągam osoby podobne do mnie. Chaderka jest sobą i sobą pozostanie…

Chaderka wciąż wątpi

W nowym roku niekoniecznie lepiej,  zwłaszcza przez ostatnie dni od weekendu majowego. Po odstawieniu leku mam dużą chwiejność nastrojów, od agresji po kompletną depresję. Wątpię w siebie, szukam powodów do życia, nie mam dla kogo. Może i coś daję światu ale niekoniecznie zawsze to wychodzi. Nie chcę takiego życia pełnego porażek, smutku łez, jest gorzej niż źle, zastanawiam się  czy nie iść do szpitala bo nawet we własnym domu jestem poniżana. Ale mam tu jakąś misję, na tym kolczastym świecie chociaż czasem jeden głos  wypięknia wszystko. Tak, niczego nie oczekuję ale chcę być blisko tej osoby, chcę wydobyć z niej najlepsze cechy. Jestem trochę wróżką podobną więc może mi się uda pokazać Jemu że ma wielką wartość. Są jeszcze ludzie tacy jak Ja, ludzie którzy są mną samą. To jakieś pocieszenie, w świecie gdzie przed mało kim się otwieram. Jedni mają wszystko a Ja nawet nie jestem zdrowa, widzę same pesymistyczne rzeczy. Odchudzanie mi nie wyszło a nie chcę się dołować przez jakiś tam wygląd. Chociaż serca i tak nie widać. A chcę coś osiągnąć w tej dziedzinie. Wszystkie dni są do siebie podobne. Czasem myślę po co o czymkolwiek marzyć, po co co oczekiwać skoro to jest za ciężkie. Miałam dążyć wyżej w uczuciach i tak jest ale ciężkie to,  pod górkę, za mało mam cierpliwości.

Jest jeszcze kilka osób, dla których mam żyć, może jakieś pięć. Dla całej reszty mnie nie ma. Planuję studia praca socjalna bo alkoholicy, wariaci i bezdomni mnie uwielbiają a Ja umiem do nich dotrzeć. Przynajmniej one będą mi wdzięczne. Jest mi smutno, źle  ale jest coraz więcej słonecznych dni więc może będzie lepiej.  Może mam jakiś cel na tym świecie a to mnie  odrywa od własnych problemów. Jest ktoś kto mnie potrzebuje, pewnie więcej takich osób jest dlatego te studia są dobrym pomysłem. Na portugalistykę nie wracam bo to najgorszy pomysł, za bardzo emocjonalny i nie mam cierpliwości.

Trzymajcie kciuki za Chaderkę aby zobaczyła w sobie jakiś promyk Słońca, aby w sercu wszystko było ok i przede wszystkim żeby nastrój się ustabilizował. Bo Chaderka kocha świat i chce mieć dla kogo żyć…

Koniec roku chaderki

Powoli kończy się ten 2015 rok. Rok , w którym towarzyszyła mi liczba 8. Rok trudnych miłości, w tym do alkoholika, rok artysty, sławy i uznania, poezji, miłości poprzez fado, rok flirtów, powodzenia, ładnych chłopaków, przyjaznych ludzi, rok portugalskiego, dbania o ciało ale teź rok szpitali, leków, dołów i łez, nieudanych fascynacji, łobuzów, porzuconych studiów, trudnych uczuć. Źałuję jedynie marnowania zdrowia i nadużywania alkoholu. Pół roku w szpitalach pomogło mi się otworzyć i zdobyć nowe znajomości, niestety część z nich doprowadziła mnie do destrukcji. Czułam się piękna, potrzebna innym i to waźne, duźo osób było przy mnie. To był rok emocji, nie zawsze dobrych. Nie żałuję uczuć, nie zawsze odwzajemnionych. Obietnic nie składam, waźne żeby być zdrową i mieć cel, niech w następnym roku chaderka odkrywa wciąż prawdziwą siebie a wam wszystkim miłości i ciepła bo bez tego życie nie ma sensu…

Inność Chaderki nie jest powodem do dumy

Tak, czuję się inna. Moja inność nie jest „wartością’ jak sugerowała mi psycholożka, jest wadą, utrudnieniem, chorobą, wykluczeniem ze świata normalnych i rozumianych, takich samych ludzi.  Moja inność jest problemem, , powodem do ukrywania się, wycofywania, do gorszości, do łez, do nadwrażliwości, do bycia zawsze niżej w skali porównawczej. Moja inność jest też motywem do wciąż nowych rozpoznań medycznych. Inność, w której ktoś się zamyka i nie pozwala zaistnieć, nie jest zdrowa. Bo tą innością w sensie ucieczki nic nie wnoszę do świata, nie daję sobie nawet szansy w nim zaistnieć.

Inna, nonkomformistka, tacy ludzie są kontrowersyjni, to akurat się zgadza. Moja inność jest małą dziewczynką wołającą wciąż o pomoc, ciemnym światłem, wpadaniem w dół. Obecnie jestem Chaderką z przewagą skali D, kobietą zawsze inną, zbyt inną by mieć na tyle odwagi by się przebić przez kolce tego życia.

Inna

Inna od innych

Tak bardzo inna, ze skala inności jest za mała.

Inna, niepasująca do reguł

Inna, nierozumiana

Inna smutna

Inna, po prostu chorobliwie inna…

Chaderka naprawdę „bardzo chora”?

Coraz częściej myślę, ze naprawdę jestem bardzo chora, uciekam, unikam, czuję się obserwowana, czuję że nic mi nie wychodzi. Uciekam w siebie a tam nie ma już gdzie się schować, za dużo tam pesymizmu i samotności. Czemu uwierzyłam pani S., terapeutce? Robię dużo żeby czuć się chora albo też niewiele robię aby być zdrowa. Wczoraj bez powodu dopadł mnie dół i bezsilność, zażyłam większą dawkę stabilizatora i neuroleptyka, trochę minęło ale nadal jest bez polotu.

Wszystko jest na nie, zbyt trudne, zbyt nowe, niedopasowane, wyboru studiów już żałuję, nie wiem czy sobie poradzę. Wiem, że nie mogłabym wrócić 4ty raz na iberystykę, Wszędzie czuję się nieswoja, „moje” miejsce nie wiem czy gdziekolwiek istnieje. Czasem myślę, ze jestem tak odizolowana i zamknięta, że wpisuje się to w schizofrenię. Choć schizofrenik nie jest świadomy choroby. Na pewno zaś jestem osobowością unikającą, bojącą się życia, ludzi, miejsc, zdarzeń i nie wiem czy cokolwiek to zmieni. Nie pomogły długie pobyty w szpitalu, leki, nieregularne rozmowy z psycholożką. Cóż zostało? Może ELEKTROWSTRZĄSY?… EW powodują luki w pamięci ale po co mi ona skoro drzemie tam dużo złych wydarzeń, po co mi ta pozorna mądrość, z której nic nie wynika w praktyce? Chciałam być kimś fajnym a nie wychodzi  mi, znów mi nie wychodzi.

Ile jeszcze? Kim jestem, kim będę, kim mogę być? Wybieram nowe ścieżki i okazują się takie same. Może gdybym skończyła studia, nie wybierałabym patologicznych chłopaków ale nie zależy mi na tym, jeśli w ogóle na czymkolwiek mi zależy. Życie jest męczące, jest rutyną, powtarzaniem, wyborem błędów, takie przynajmniej jest moje życie. Czekam na 14ty dzień brania Alventy, może pojawi się jakaś hipofaza, ta sztuczna energia, poczucie mocy. Wtedy zaistnieje Ja, którego nie doświadczam na co dzień. Dlatego uwielbiam fazy, rzekome stany optymizmu, które z reguły kończą się spadkiem w dół. Jestem chora, czuję się chora, bardzo chora…

Chaderka nie odnajduje się w świecie poza szpitalem

Wyszłam ze szpitala prawie półtora miesiąca temu. I teraz gdy stykam się ze światem zewnętrznym, światem „zdrowych”, widzę że NIE UMIEM FUNKCJONOWAĆ. Nie wiem czy do czegokolwiek się nadaję, ani na studia, ani do pracy, związki mi niem wychodzą, nastrój ani dobry ani zły. Nie ma nikogo do wyrwania, nowe studia to jakiś niewypał, nie zawsze ciekawość nowości jest dobra, zaśmiecanie głowy niepotrzebną filozofią. Biorę dobre leki, obecnie Alventę a nic mi to nie pomaga. Nie pomagają mi 3 rodzaje tabletek, pół roku w szpitalu i próby terapeutyzowania. Nic mi nie pomaga. Drażnią mnie zdrowi ludzie, studenci itp. Jedynie w kafejce szpitala znajduję jakieś wytchnienie. Póki co, mam do zaoferowania światu swój smutek, milczenie, depresyjne myśli dlatego tez jestem wycofana.

Obecnej fascynacji brak a artysta jest za granicą, tylko przy nim czułam się piękna, cieszyłam się z każdego kwiatka z parku, namalowanego obrazka, słodyczy, zestawu z KFC. Nie będzie już takiej miłości, duchowej, artystycznej, pięknej. Tęsknię… Za daleko jestem. Otaczają mnie idioci nastawieni na powierzchowność, narcystyczni chłopcy. Smutno mojemu sercu. Pozostały tylko wiersze, które dalej piszę i może kiedyś je rozsławię, chociaż tak dam wyraz mojemu uczucia.

Wszystko wokół jest szare, przygnębia mnie, chcę uciec, schować się, czuję że znów mi coś nie wychodzi choć maiło być inaczej, lepiej a nie jest. Przerasta mnie świat, zbyt uśmiechnięty, powierzchowny, zimny, nie znajduję w nim oparcia, drażni mnie ten świat, tak bardzo NIE MÓJ…

Co drażni chaderkę

Drażni mnie świat,  iście donikąd z prądem, moda kto więcej ‚ciach’ zaliczy, leki które nie działają, miłość do patologii, szpitale i nieudane terapie, smutek i wieczne powody do depresji, samotność i niezrozumienie, powierzchowni ludzie.

Drażni pośpiech, życie dla pozorów, „zrobione piękno”, przyklejony uśmiech, życie bo „tak wypada”, niekończenie czegoś ciągle, ucieczka, nadwrażliwość, płaczliwośc, poczucie gorszości, chwiejność nastrojów, artystyczne miłości zbyt trudne, niedopasowanie do reszty świata, przejmowanie się wszystkim.

Drażni szukanie wad w wyglądzie, zamykanie się w sobie. Drażni mnie, że jestem a jakby mnie nie było, moja „inność”, moja nieoczywistość, a czasem dwulicowość. Drażni mnie, że nie dopuszczam innych do mojego prawdziwego Ja. Drażni mnie niepewność, środki odurzające dla chwili innego lepszego stanu.

Chcę ciszy, jeszcze większego odizolowania ale bardziej wycofaną już prawie nie da się być. A jednocześnie tej ciszy się boję, lubię ryzyko. Drażni mnie to, że nie jestem kobietą, jaką chcę być aby podpasować się temu światu….